sierpnia 16, 2018

ambicja kontra niezdecydowanie

ambicja kontra niezdecydowanie
Bycie ambitnym jest do kitu. Bycie ambitnym i niezdecydowanym to śmiertelne kombo.

Siedzę w pokoju gościnnym mojej babci Franciszki. Siedzę i myślę: „Jak długo muszę jeszcze wytrzymać? Kiedy oni w końcu przestaną o tym rozmawiać? Dlaczego jestem taka do bani?”. Plotki na temat moich studiów, życia i planów na przyszłość trwają w najlepsze. Szkoda tylko, że nikt nie da mi samej dojść do słowa. Ani nie zauważa obecności mojej osoby. Halo, tu jestem!

O, nie… Zaczyna się najgorsze, moment kulminacyjny spotkania- etap zatytułowany: „a moja Anulka to…”- czytaj: wszelkie przechwalanki, czyje to dziecko nie jest lepsze. Masz ci los. A myślałam, że tym razem się uda.

Ambicja. Z jednej strony bardzo pożądana, uważana za cechę pozytywną i cenioną, z drugiej zaś stosunkowo często jest przyczyną depresji, złego myślenia i dobijania samego siebie.

„Nie jesteś wystarczająco dobra. Zawodzisz siebie i swoich rodziców. Mogłabyś zrobić więcej. Zdecyduj się w końcu!"

Bycie ambitnym jest do kitu. Bycie ambitnym i niezdecydowanym to śmiertelne kombo.

Walczę z nią od kiedy pamiętam. Idealna Pani Domu budzi się we mnie co chwilę, śmiałabym nawet rzec, że ona wcale nie zasypia. Zawsze pozostaje w trybie czuwania. Chcę coś zrobić po łepkach? Ściągnąć na egzaminie? Śmiałabym nie zostać na zajęciach dodatkowych? Dobre sobie… Trzeba przyznać, że choć pozornie ambicja uznawana jest za cechę pozytywną i przyczynia się do wielu sukcesów i osiągnięć, to warto jednak zauważyć też drugą stronę medalu- tę, która zawsze gdzieś tam się czai. Osoba ambitna zawsze prze do przodu, chce osiągać coraz to nowsze sukcesy i robi to często nie zważając na swoje potrzeby, często zaniedbując rodzinę i przyjaciół, a także głos zdrowego rozsądku. Liczy się tylko wygrana, tylko efekt końcowy.

Drugim elementem letalnego napoju jest niezdecydowanie. Ono z kolei już od samego początku ma przyszytą łatkę cechy negatywnej. Zwykle ściąga nas ono na dno, ponieważ nie wiedząc co z sobą począć, nie „czniemy” nic. Tylko siedzimy i kontemplujemy co lepsze. I tak w kółko. Bez działania. A bez pracy nie ma kołaczy, prawda?

Bardzo lubię rozmawiać z ludźmi na temat życia, planów, marzeń. Niestety ale równie często obijam się o bardzo smutne stwierdzenie- „nie wiem”. W dzisiejszych czasach na barkach młodych ludzi kładziona jest olbrzymia presja i wiele oczekiwań. „Nie chcesz studiować medycyny? Może jeszcze mi powiesz, że w ogóle nie chcesz studiować?! A co ja powiem moim przyjaciółkom? Że moja rodzona córka marzy o zostaniu sprzątaczką?” to jedne z wielu zarzutów, które młodzież słyszy na co dzień. To właśnie ta presja, ten nacisk powoduje owe zdezorientowanie. Na szali stawiane są dwie rzeczy, które zwykle pozornie równoważą się. Pieniądze i prestiż, a może pasja i zaangażowanie? Z perspektywy naszych rodziców odpowiedz jest prosta- praca jest po to aby zarabiać, czyż nie?

Jednak co nam z tego, że dużo zarabiamy kiedy nie sprawia nam to przyjemności, a jedynie pogłębia depresję i zażenowanie?

To właśnie ten problem jest przyczyną wielu nietrafnych i złych decyzji. Albo może ich braku? Nie mogąc podjąć decyzji przesuwamy ją coraz to bardziej w czasie, tak że ostatecznie znajdujemy się w sytuacji podbramkowej, kiedy już w końcu musimy podjąć jakąkolwiek, a skoro wszyscy nam coś doradzają, to dlaczego by nie skorzystać? Najwyżej będzie na nich... Tylko ile warta jest taka „samodzielna, dorosła decyzja?”

W dzisiejszych czasach coraz częściej zdarza się, że to właśnie osoby ambitne stają się tymi niedecydowanymi. Chcąc osiągać wielkie rzeczy zmuszone są unikać podążania za tłumem, co zwykle osnute jest mgiełką niepewności, strachu i nierozumienia ze strony rodziny, która każe nam iść na dobre studia, które pozwolą nam na zdobycie dobrego stanowiska i przyzwoitych pieniędzy. A skoro jesteśmy ambitni, to chcemy, wręcz musimy pokazać, że potrafimy… Tylko co z tego, skoro zdobycie owego „stołka” i duma rodziny niekoniecznie uszczęśliwia nas samych? I tak wpadamy w błędne koło.

I tu chciałabym powrócić z owym spotkaniem rodzinnym u babci Franciszki i byciem dumą rodziców. Przykrym jest niewpasowanie się w scenariusz napisany przez nich dla nas 20 lat temu. „Dlaczego nie pasuję?” pytam siebie codziennie. A prawda jest taka, że to dobrze, że nie pasujesz. Bo to znaczy, że masz odwagę, by postawić się światu i żyć po swojemu, nie przejmując się plotkami starych bab na twoim osiedlu. Oby tak dalej. Czasem warto zaryzykować i zaszaleć. W końcu tylko wariaci są czegoś warci, co nie?

Ale warto również znaleźć sobie jakiś plan b, coś co pozwoli nam na zaczepienie się w sytuacji, gdyby nasze wysiłki poszły na marne. Czego nikomu nie życzę, lecz wiadomo. Życie to życie. Zaskakuje nas na każdym kroku. Teraz czas żebyśmy sami je zaskoczyli. Powodzenia!

~Szyszka

sierpnia 11, 2018

10 oznak świadczących o tym, że masz w sobie coś z introwertyka

10 oznak świadczących o tym, że masz w sobie coś z introwertyka
Często mylnie uznawany za osobę niepewną siebie i nieśmiałą. W towarzystwie zwykle bardziej słucha niż się wypowiada. Kim tak naprawdę jest introwertyk i dlaczego tak często błędnie odbieramy jego zachowanie?

Wśród ludzi wyróżniamy dwa typy: ekstra- oraz introwertyków. I choć podział ten sprawia wrażenie nieskomplikowanego, a wręcz banalnego, rzeczywistość już nie jest taka kolorowa. Od zawsze był on bowiem osnuty mgiełką stereotypów, według których, to ,do której z grup dana osoba się zaliczała, zależało tylko i wyłącznie od jej wyboru, twierdzono bowiem, iż są to cechy charakteru, którymi można dowolnie manewrować i je modyfikować. I tak właśnie introwertyk stał się odludkiem.

Podkreślmy więc jeszcze raz- introwersja NIE równa się nieśmiałości, co więcej owe wyrażenia mają one do siebie tyle co wiatrak do piernika, a więc… niewiele. Łączy je jednak pewne bardzo piękne słowo- „może”. Dlaczego? Ano dlatego, iż:

Każdy introwertyk MOŻE być nieśmiały, jak i każda osoba nieśmiała MOŻE być introwertykiem.

Ale wcale nie musi!

Z introwersją się rodzimy i jesteśmy z nią związani jak z kolorem oczu czy wzrostem. Raczej ciężko coś z nim zdziałać, tacy jesteśmy i tyle. Natomiast dzisiaj możemy być nieśmiali, a jutro…. oj… bardzo śmiali, odważni wręcz! Co chcę przez to powiedzieć, to to,iż o ile walka z introwersją jest walką z wiatrakami, tak z nieśmiałością już można coś poradzić.

No dobrze, ale kim tak właściwie jest ten cały „introwertyk” i jak go rozpoznać?

Introwertyk jest osobą, która potrzebuje przestrzeni i czasu dla siebie i własnych myśli. Męczy ją ciągłe przebywanie w towarzystwie, imprezy, rozmowy. Zamiast tego woli spędzić czas samemu, skupiając się na swoich wewnętrznych doznaniach. Nie oznacza to jednak, iż jest on osobą egocentryczną. Wiele introwertyków to osoby charakteryzujące się olbrzymią kreatywnością, co można bardzo dobrze zaobserwować w świecie social mediów. To właśnie tam pojawia się wiele osób charakteryzujących się tą cechą- choć pracują samotnie, w zaciszu własnego domu, to efekty nieraz są zniewalające, zarówno od strony wizualnej jak i treści.

Typowe cechy introwertyka:

- najlepiej czuje się w samotności, zyskuje wówczas energię,
- jest dobrym słuchaczem,
- choć posiada niewiele zainteresować, to w każde jest bardzo zaangażowany,
- nie lubi dużych grup, preferuje rozmowy w cztery oczy,
- aby się skupić potrzebuje ciszy,
- korzysta z pamięci długotrwałej, przez co często ma uczucie „pustki w głowie” i może mieć problemy ze znalezieniem odpowiedniego słowa podczas rozmowy,
- nie ma problemów ze skupieniem uwagi,
- efektywność jego pracy nie zależy od pochwał,
- ma problemy z zapamiętywaniem twarzy i nazwisk,
- lepiej się uczy czytając, niż rozmawiając z innymi.

I jak? Masz w sobie coś z introwertyka? A może jednak jesteś tym szalonym ekstrawertykiem?

~Szyszka

sierpnia 07, 2018

Poradnik czytania dla tych, których na sam dźwięk słowa „lektura” chwyta niemoc

Poradnik czytania dla tych, których na sam dźwięk słowa „lektura” chwyta niemoc
Podobno w dzisiejszych czasach zanika, a już zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży ze świeczką szukać osobników zafascynowanych światem słowa pisanego.

Książka. Bawi, śmieszy, rozwija. Pozwala przeżyć miliony istnień, zwiedzić świat wzdłuż i wszerz, a także nauczyć się rzeczy, o których nawet nie miało się pojęcia, że istnieją. Można by rzec, że przypasuje każdemu, gdyż wybór tematyki, autorów czy gatunków literackich jest multum, a jednak coraz trudniej jest nam po nią sięgać.

Haczyk jest jeden- nie można się nie zgodzić, iż dużo łatwiej jest obejrzeć dwugodzinną ekranizację, niż przekartkować książkę, co, przy dobrych wiatrach, zajmie nie kilka godzin, a kilka dni czy tygodni. Co takiego ma więc w sobie owy tusz pokrywający białe stronnice, spięte i włożone w okładkę, w czym nigdy nie dogoni go film?

Sporo. Po pierwsze książka pozwala na rozwijanie wyobraźni. Konwertowanie słowa czytanego na obraz jest procesem bardzo cennym, kształtującym nas jako osoby. Najlepsze w tym wszystkim jest owe „dopasowanie”- całą scenerię i bohaterów człowiek tworzymy sam, zgodnie ze swoimi własnymi preferencjami i pomysłami. Tak jak mu się podoba. Z tego względu dużo łatwiej jest zidentyfikować się z bohaterami czytanej książki, dzięki czemu czyta się dużo szybciej i przyjemniej.

Regularne czytanie sprawia, że człowiek staje się bardziej oczytanym, potrafi się wypowiedzieć na wiele tematów i robi to w sposób dużo bardziej uporządkowany i niechaotyczny. Oczytanie wpływa również w znaczący sposób na tolerancje względem wszelkiej maści inności czy odchylenia od „normy” panującej w danym środowisku. Dzięki temu łatwiej jest przystosować się do wszelkich zmian, gdyż łatwiej jest wiele rzeczy zrozumieć.

Podsumujmy. Czytanie jest ważne. Nawet bardzo ważne. Jednak nawet najlepszym nie zawsze jest z nim po drodze. Jeżeli robi się to na siłę i wbrew własnej woli, może się okazać żmudne i męczące. Niestety ale już w młodych latach jako uczniowie jesteśmy bardzo zniechęcani do uprawiania tego, jakże cudownego, sportu, poprzez wmuszanie czytania wszelkiej maści lektur, które rzadko kiedy trafiają w nasze gusta. Wiadomo, warto czasem przeczytać coś trudniejszego i bardziej ambitnego, lecz czytanie pod presją czasu jedynie zniechęca człowieka do kolejnego sięgania po lekturę. Z tego powodu w późniejszych latach często ma miejsce tzw. efekt Pawłowa- kiedy usłyszymy słowo „książka” nasze pierwsze skojarzenie to „ble, fuj, nie…”. Pawłow, czyli rosyjski fizjolog, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny, który na swoim przeprowadzonym na psach eksperymencie przedstawił powstawanie odruchu bezwarunkowego. Co wieczór przed podaniem psom posiłku zaświecał lampę. Po pewnym czasie zaobserwował, iż już samo zaświecenie lampy (bez podania posiłku) wywoływało u psów wydzielanie śliny, wytworzony został więc odruch bezwarunkowy, a psy zaczęły łączyć zjawisko włączenia lampy z posiłkiem.

Jak owy eksperyment ma się do ludzi i do czytania? A no tak samo! Już w dzieciństwie wiele osób wytworzyło sobie właśnie taki odruch, poprzez wmuszanie w siebie czytania lektur. Nasz mózg po kilkuletnim czytaniu wyłącznie z musu,w dodatku książek, które uważaliśmy za nudne jak flaki z olejem, zaczął identyfikować je z czymś negatywnym, tak że teraz już na sam dźwięk słowa książka robi nam się źle i niedobrze. Czas to zwalczyć. Tylko jak? Przedstawiam Wam kilka banalnie prostych kroków, które pozwolą na ponowne (bądź pierwsze) zakochanie się w świecie słowa czytanego.

Poradnik czytania dla tych, których chwyta niemoc na sam dźwięk słowa „lektura”.

I. Spróbuj określić swój gust czytelniczy.
II. Znajdź książkę, która pozwoli ci się wciągnąć w czytelniczy świat- nie musi być od razu wielkie tomisko Prusa, wystarczy lekka wakacyjna powieść.
III. Zanim przystąpisz do czytania stwórz sobie miłą atmosferę- przygotuj przekąski, picie, koc. Możesz nawet włączyć cichą muzykę, jeżeli cię to relaksuje.
IV. Nie zmuszaj się do czytania, ale próbuj robić to w miarę regularnie. W innym przypadku zaczniesz zapominać fabułę, a nie ma chyba nic gorszego niż wracanie do książki, z której się guzik pamięta.
V. Kiedy czytanie zacznie wchodzić ci w krew i zaczniesz zauważać, że sprawia ci przyjemność, próbuj sięgać po książki bardziej wymagające. Ale nie tylko! Aby czytanie się nie znudziło warto zmieniać gatunki oraz autorów.
VI. Dobrym pomysłem jest również zaangażowanie się w fora czytelnicze, których w Internecie jest multum (np.lubimyczytac.pl). Dyskusja na temat przeczytanej książki, wymienianie własnych opinii czy też wspólne wyczekiwanie na kolejną część trylogii to naprawdę świetna sprawa, a czytanie od razu staje się przyjemniejsze w perspektywie późniejszego jej omawiania.

Książka. Atrybut kujona czy też cudowny przedmiot pozwalający choć na chwilę oderwać się od dzisiejszego pędu życia i odkryć wiele ciekawych miejsc oraz historii? Czym jest dla ciebie?

~Szyszka

sierpnia 03, 2018

tik tok

tik tok
Tik tok.
Boję się.

Czas mija. Sekunda za sekundą, godzina za godziną. Nawet się nie obejrzałam a już minął czerwiec, lipiec, Nowy Rok. Chce mi się płakać. Płaczę.

Od pewnego czasu nie rozumiem samej siebie. Tak jakby wewnątrz mnie samej, w środku cały czas siedziały dwie bliźniaczki- dobra i zła. Ta wierząca w siebie, w nas, i ta druga, kpiąca z moich marzeń i celów. Taki mały, wredny, podstępny hejter. W momencie kiedy już wiem, czego chcę, jaki jest plan działania, kiedy już prawie biorę się do roboty… Niespodzianka!... budzi się ona. Zaczyna się. Wątpliwości, brak wiary w siebie i swoje możliwości. Strach przed opinią innych. Wracam do punktu wyjścia.

Dlaczego tak trudno jest zacząć? To trochę tak jak z nauką chodzenia- raz się nauczysz i umiesz. Raz zaryzykujesz i zwykle wiesz, że nie było się czego bać. Dlaczego więc nie potrafimy tego przekroczyć? Wiecie ile marzeń, ile świetnych pomysłów zostało zabitych przez złą bliźniaczkę? Przez naszą bujną wyobraźnię i obawy, które kreuje nasz mózg? Naprawdę zdaję sobie sprawę, to nie nasza wina. Jest to po prostu 112 naszego organizmu. Alarm, że zamierzamy zrobić coś, co nie jest wygodne, coś co każe nam wyjść z naszej strefy komfortu. Że jeszcze się zmęczymy. To by było.

Szkoda tylko, że wybierając numer nasz organizm nie potrafi przewidzieć trochę odleglejszych w czasie skutków naszych działań. Po pierwsze rozwój. Każde nowe, w szczególności trudne doświadczenie, uczy nas i zmienia niesamowicie. Pozwala nam odkryć nowe perspektywy, ujrzeć świat i ludzi całkowicie inaczej. Rozwija nas.

Niejeden powie „ale po co?, po cholerę się męczyć?” „przecież tak jest dobrze”. Zgoda, ale co oznacza „dobrze”? Moim zdaniem to tak jakby porównać życie i istnienie. Każdy z nas istnieje, ale ilu naprawdę korzysta ze swoich możliwości, talentów, spełnia najgłębiej skrywane marzenia? A czy ty żyjesz?

Muszę wam coś powiedzieć.

Czasem warto jej przywalić. Tej złej bliźniaczce rzecz jasna.

lipca 30, 2018

nie za wygodnie ci?

nie za wygodnie ci?
Dzwoni budzik. 6:00. Znowu to samo, jeszcze 5 minut, błagasz nie wiadomo kogo, świadomy, że skoro twoje poranne modły nie zostały wysłuchane przez 20 lat codziennej litanii, szanse są nikłe, iż tym razem się uda. Czas wstawać. Otwierasz jedno oko, potem leniwie drugie, przeciągając się próbujesz sobie wmówić, że tak trzeba. Nie możesz już dłużej przeciągać. Lewa noga, potem niezgrabnie prawa, siłą umysłu zmuszasz swoje ciało do przejścia do pozycji siedzącej. Pierwszy sukces tego dnia, pocieszasz sam siebie. Kolejne minuty zlewają się w całość, odbębniasz wszystko to, co zawsze. Nazywasz to rutyną. To właśnie ona daje ci poczucie bezpieczeństwa. Nawet nie wiesz jak i kiedy ale już jesteś z powrotem w domu. Padnięty, głodny, spocony. Zaliczone. Teraz czas na przyjemności. Dalsza część rutyny czeka na odhaczenie. Po kilku godzinach zauważasz, że już się ściemniło. Patrzysz na zegar- niemożliwe. Patrzysz po raz drugi- a jednak. Czas spać.

6:00. Dzwoni budzik. Zabawa zaczyna się od nowa.

Trzeba przyznać- schematyczne życie jest wygodne. Albo inaczej- wygodne do czasu, kiedy ktoś pożyczy ci swoją instrukcję obsługi. Coś ci się chyba pomieszało, tłumaczysz, próbując wmówić, sam nie wiesz komu- właścicielowi owej instrukcji, czy też sobie samemu - jak ktokolwiek o zdrowych zmysłach mógłby z takiego przepisu stworzyć coś dobrego. Kiedy już poukładasz sobie w głowie, jak wyperswadować mu swoje zdanie, zaczynasz. Wdech, wydech, jedziesz: Słuchaj, nie żebym chciał być niemiły, ale chyba masz tu jakiś błąd. Czytałem tę instrukcję u wielu osób i choć każda z nich nieznacznie się różniła, zarys pozostawał jednak ten sam. To co jest napisane u ciebie to jakieś fanaberie! Po co się tak męczyć, człowieku?!

Czasem warto spojrzeć na siebie i swoje życie obiektywnie, porównać je z osobami, które podziwiamy, szanujemy i które są dla nas inspiracją. Nie mówię tu o ślepym kopiowaniu czyichś decyzji, lecz ocenie i rozeznaniu, czy nie zostajemy w tyle oraz czy faktycznie cały czas się rozwijamy. Niestety ale często się zdarza, że wygoda, rutyna i spokój, nie idą w parze z ciekawym i satysfakcjonującym życiem. Tak jak z ową instrukcją- choć cel, jakim jest uczucie spełnienia w życiu, mamy ten sam, dróg do jego osiągnięcia istnieje wiele. Jedne skuteczniejsze, inne mniej. Jedne kosztują więcej, a inne mniej wysiłku. Jedynie od nas zależy jakie cele sobie postawimy i jak wiele od siebie wymagamy. To nasze życie i my sami powinniśmy starać się o to, byśmy byli dumni z tego jak ono wygląda.

Zwykle ich nie widzimy. Albo może inaczej- próbujemy nie widzieć. Okazje. Ile razy zdarzyło ci się, że zrezygnowałeś z czegoś tylko i wyłącznie z własnego lenistwa, ponieważ nie chciało ci się ruszyć tyłka z kanapy? Założę się, że nie raz. Spokojnie mi też. Nie żebym była z tego dumna, wręcz przeciwnie. Przyczyn takiego działania można doszukać się ogrom, lecz większość w nich wynika z lekceważenia owych sytuacji. Przez naszą ludzką krótkowzroczność nie dostrzegamy wielu możliwości, które uciekają nam sprzed nosa. A nawet jeśli już je raz dostrzeżemy, z góry zakładamy, iż jak raz się zdarzyło, zdarzy się i drugi. I odpuszczamy, bo teraz to nam się nie chce. Uwaga, niespodzianka- czas nie działa wstecz, a okres na podjęcie działań nie trwa w nieskończoność. Reagować trzeba na bieżąco, teraz.

Priorytety. To właśnie one decydują w większości o tym, jak wygląda nasze życie. W końcu to co postawimy na tapecie, do czego dążymy, całkowicie reflektuje na nas oraz na nasz wizerunek w oczach innych. Z jednej strony jest to coś cudownego, że zmieniając jeden aspekt życia jesteśmy w stanie całkowicie przeklasyfikować się jako osoby- przykładowo z hejtera sportu stać się codziennym gościem siłowni- lecz z drugiej jest to też przerażające, jak wielki wpływ mają pojedyncze, z pozoru błahe decyzje na całkowity obraz naszej osoby.

Mam do Ciebie ogromną prośbę- usiądź. I nie to nie koniec, teraz najważniejsze. Zastanów się na spokojnie nad swoim życiem- czy ścieżka, którą podążasz cię ekscytuje? Czy jesteś dumny z tego KIM jesteś, z tego GDZIE jesteś, z tego co w życiu ROBISZ? Czy masz jakieś nawyki, z którymi chciałbyś skończyć, albo na odwrót, może chciałbyś jakieś nabyć? Zacznij działać, próbuj nowych rzeczy, nowe metody, drogi, poznawaj ludzi. Zacznij żyć tak, jak od zawsze chciałeś!

Do usłyszenia!
~Szyszka

lipca 26, 2018

czasem warto być do dupy

czasem warto być do dupy
Dopada mnie zwykle w trakcie mojego wieczornego relaksu przy herbatce miętowej i jutubie. Silne, upierdliwe, zarąbiste. Ono. Uczucie, nazwane przeze mnie: „zwojowania świata uczuciem”. Brzmi jak jakiś tandetny slogan z kreskówki z dzieciństwa? Nic z tych rzeczy! Otóż. Chodzi tu o nic innego jak o tę moc, uczucie „i got this, watch me!”. Uwielbiam je, niestety w 99.99% znika jeszcze szybciej niż się pojawiło. Szkoda.

Ogólnie zauważyłam, że to uczucie dotyka mnie głównie w sytuacjach, gdy oglądam bądź przebywam w towarzystwie ludzi, którzy mnie inspirują, bądź ukazują, jak bardzo do niczego jestem w porównaniu do nich. Do dupy po prostu. Trochę smutne wiem. Ale motywuje mnie to jak nic.

A o to chyba chodzi, prawda? O działanie. A bez motywacji zwykle bardzo ciężko jest ruszyć tyłek i zrobić coś. Dlatego właśnie należy znaleźć sobie motywację, która pozwoli nam piąć się w górę ku naszym marzeniom i ideałom. Dlatego uważam, że czasem warto poczuć się gorszym od innych, nawet jeżeli nas to boli i dokucza. Najważniejsze są przecież efekty, a jeżeli to jest właśnie ta rzecz, motywator do działania to warto popsuć sobie na chwilę humor.

„If you are the smartest person in the room, you are in the wrong room.”

A Ciebie co najbardziej motywuje? Może porażki i niepowodzenia, a może zwycięstwa i twoje dotychczasowe wygrane ciągną cię w górę?

xoxo
~Szyszka

lipca 23, 2018

you create your own opportunities

you create your own opportunities

Wszystko zaczęło się od decyzji. Jednej. Małej. Nic nieznaczącej decyzji. Pozornie. Poszedłeś do sklepu po ziemniaki. A potem już nic nie było takie jak przedtem.

Powiesz, że pojechałam? Wyobraź sobie jednak, że nie. Ludzie mają tendencję do ślepoty. Nie widzimy tych wszystkich możliwości, które codziennie pchają się do nas drzwiami i oknami. I strychami i piwnicami. No nic. Ślepota jak u kreta. Smutna sprawa.

O czym to ja miałam…? A tak. Ziemniaki. Wyobraź sobie, że idąc po te cholerne ziemniaki, wkurzony na cały świat bo zawaliłeś kolejny egzamin, powłócząc powoli nogami, myśląc o niebieskich migdałach i o tym, jak bardzo masz ochotę na mielone, zauważasz pod nogami papierek. Nie. Dowód osobisty. Ktoś zgubił. Nie ktoś, ona. Chyba nie muszę kończyć. Dzięki ziemniaki!

Tym postem chciałabym Cię (luz, siebie samą również) zachęcić do próby dostrzegania wszelkich okazji w życiu do robienia czegoś. Czegokolwiek, co będzie Ci tylko dawało możliwość rozwoju i kontaktu z ludźmi różnych poglądów i środowisk. Próbuj, próbuj znowu i jeszcze raz. Podejmuj ryzyka, czasem zaszalej, nawet jeżeli oznaczałoby to choćby ubranie skarpetek nie do pary, zrobienie jajecznicy bez jajek czy przeczytanie książki od tyłu. Nabierz luzu do życia i ciesz się każdą chwilą. Chodź różnymi trasami, czasem posłuchaj Beethovena. A czasem nie słuchaj Beethovena, ani Bacha, w ogóle niczego nie słuchaj, może właśnie wtedy usłyszysz to, co zmieni twoje życie? Podróżuj. Choćby do parku, w którym nie byłeś od roku, bo nie było okazji, czy do innej galerii handlowej niż zwykle. A teraz najważniejsze- BĄDŹ CZUJNY. Nigdy nie wiesz, kiedy nadejdzie ten moment, w którym faktycznie trafi ci się możliwość, by wszystko zmienić i poukładać tak, jak zawsze tego chciałeś.

Jesteśmy olbrzymimi szczęściarzami. Żyjemy w miejscu i czasie, które umożliwiają nam sięganie po nasze marzenia. Dlaczego z tego nie korzystamy? Lenistwo? Strach? Ślepota? Różnie bywa, wiadome jest jedno. Jeżeli nie zaczniesz spełniać swoich marzeń, za niedługo obudzisz się budując marzenia kogoś innego.

~ Szyszka

Copyright © 2016 szyszka , Blogger