października 13, 2018

pokolenie zombi

pokolenie zombi
Dzwoni budzik. Wstajesz. Jednak nie. Przeciągasz 15 minut. Wstajesz. Tym razem na serio. Włączasz radio i się ogarniasz. Wychodzisz z domu, słuchawki w uszach, powieki walczą o każdą sekundę oddechu. Wsiadasz do metra, wyciągasz książkę. Wysiadasz z metra, słuchawki w ruch. Praca. Koniec pracy. Słuchawki, książka, słuchawki. Dom. Radio, netflix, podcasty. Głowa walczy o każdą sekundę wytchnienia.


Jesteśmy pokoleniem zombi. Umiejętność zagłuszania myśli opanowaliśmy do perfekcji, już nawet nie zastanawiamy się nad tym, że nie myślimy, tylko ślepo mkniemy przez życie. Dzisiaj liczą się tylko lajki, wyświetlenia i komentarze. Jedna wypowiedź w Internecie, w dodatku często od osoby mianującej się jakże cudownym Nickiem ‘anonim567’ jest w stanie nas załamać i spowodować szereg poważnych zaburzeń psychicznych. Co zabawniejsze, cały ten cyrk stał się tak popularny, że teraz nastolatki chwalą się posiadaniem owej depresji czy nerwicy, spowodowanej udzielaniem się w social-mediach. Paradoksalnie, czynią to właśnie na tych portalach, co wcale nie jest jednak przypadkowe, ponieważ w ten sposób właśnie gwarantują sobie znacznie większe zasięgi i liczby wyświetleń, czego oczywiście są świadomi. Czegoż nie robi się dla sławy…?

Co więcej, całe te social- media tak bardzo wnikają w nas samych, że już naprawdę nie kontrolujemy, ile czasu dziennie spędzamy na scrollowaniu instagrama czy facebooka. Stało się to dla nas tak rutynową czynnością, jak mycie zębów czy przygotowywanie śniadania. Wpadliśmy w pułapkę wygody i wścibskości. W pułapkę bardzo niebezpieczną. Coraz więcej młodych osób w momencie odcięcia od sieci na chociażby 2 godziny dostaje oczopląsu, nie wiedzą co ze sobą począć, zaczynają zachowywać się agresywnie i niekontrolowanie. Jak małpy wyrwane z zoo. Są w amoku.

Jednym z najgorszych aspektów związanych z uzależnieniem od Internetu są więzi międzyludzkie. Lub też bardziej ich brak. Ostatnio przeczytałam, że dzieci coraz częściej mają problemy z komunikacją w realu, co spowodowane jest właśnie brakiem zwykłych relacji koleżeńskich. Dzisiaj wszystko odbywa się mobilnie- przecież tak jest szybciej, wygodniej i nie trzeba forsować rodziców, żeby zawieźli dziecko do koleżanki. Nawet na przerwach w szkole dzieci zamiast rozmawiać i bawić się ze sobą, wolą spędzać czas na ławeczce, grając w grę na telefonie.

Cały ten szał na depresję i samotność spowodowany jest w dużej mierze przez lenistwo. Po co spotykać się ze znajomymi, kiedy można pograć w LOL-a, albo obejrzeć kolejny odcinek ‘Riverdale’. Relacje międzyludzkie są na wykończeniu. Spowodowane jest to w dużej mierze jakże popularnym ‘comfort zone’, któr jest w moim mniemaniu niczym inny, jak wytłumaczeniem swojego lenistwa rodzicom, którzy i tak nie wiedzą, co to znaczy. wyśmianym. Łatwiej jest mknąć przez życie pod peleryną niewidką, bez konieczności patrzenia ludziom w oczy czy też wymiany słów, podczas oczekiwania na autobus.

Obudźmy się! Hyc hyc!
~Szyszka

października 03, 2018

fazy (nie)księżyca

fazy (nie)księżyca
Odkąd pamiętam zawsze byłam dzieckiem faz. Kubuś Puchatek, Smerfy, Witch, to tylko niektóre z moich dziecięcych uzależnień. Potrafiłam godzinami czytać tę samą gazetę, oglądać tę samą bajkę czy udawać, że posiadam moc kontrolowania żywiołów. Do dziś rodzice się ze mnie śmieją, gdy rozmawiamy o moich dziecięcych ‘ulubieńcach’. Na przykład przez kilka lat, co sobotę, powtórzę- przez KILKA LAT, CO SOBOTĘ oglądałam tę samą bajkę. Film-bajkę. Czyli jeden odcinek. Mała Lusia się zwała. Ponoć, bo i tak licho już to pamiętam. Co chyba źle o mnie świadczy. Ale spokojnie, będzie gorzej.

Znowu mnie trafiło. Dlatego tutaj o tym piszę, oczywiście. Tym razem żyję światem Hogwartu. I choć od zawsze lubiłam oglądać filmy o przygodach Harrego Pottera, nigdy nie było to dla mnie takie ‘łaaał, szał ciał’. Ale kiedy postanowiłam sobie, że w te wakacje przeczytam całą serię książek o młodym czarodzieju, nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Nie chcę myśleć ile godzin spędziłam na oglądaniu filmów, czy przeglądaniu Youtube w poszukiwaniu wszelkich video w tym temacie.

Aktualnie jestem na rozdrożu. Ravenclaw, Slytherin czy Gryffindor? Puchonką zdecydowanie nie jestem. Z jednej strony rozwiązując testy na przemian wychodzą mi Krukoni i Ślizgoni, ale, co to znaczy. Czasem czuję się Krukonem, czasem Ślizgonem, a czasem Gryfonem. Chciałabym być Gryfonką. Dobra kończę te tortury.

Muszę przyznać, że z perspektywy insider`a, takowe fazy na przeróżne rzeczy są super. Masz tyle rzeczy do okrycia, tyle quizów do rozwiązania, tyle rzeczy do kolekcjonowania i tyle informacji do przyswojenia. Istnieją tony grup, gdzie ludzie zafascynowani danym czymś zrzeszają się i jeszcze bardziej podsycają temat. No po porstu jest cudownie. Do czasu, aż się ockniesz o 3 nad ranem, przypominając sobie, że za 3 godziny musisz wstać. A dopiero skończyłeś oglądać jak Harry i Ron ratują Hermionę przed trollem. Ups.

Z drugiej jednak strony, owe zafascynowania mogą wydawać się dziwne, nieadekwatne, takie po prostu- aha, okej, spoko, cześć (?) W końcu, czy dorosłemu człowiekowi przystoi jaranie się jakąś bajką, tak, że zapomina o całym świecie? No chyba nie. Społeczeństwo na to nie pozwala. Dorosły ma być dorosłym. A nie jakimś- niedorosłym. To by było. Outsideer!

Mimo wszystko jednak, jestem kim jestem. Uwielbiam mieć fazy na różne fikcyjne postaci i światy, problemy egzystencjonalne, spowodowane niemocą podjęcia decyzji, do jakiego domu w Hogwardzie należę i kim tak właściwie jestem.

Dobra, trochę się zagalopowałam. Ale informację przekazałam. Jestem dziwakiem. I jest mi z tym niezmiernie dobrze. Żegnam Państwo!

~Szyszka

Btw. Są tu jacyś (może równie zafiksowanie) fani Harrego? :D

września 22, 2018

Jak wymyślić oryginalną i ciekawą nazwę na social- media?

Jak wymyślić oryginalną i ciekawą nazwę na social- media?
Wszyscy tam byliśmy, wszyscy przeżyliśmy. Jedni wyszli z walki zwycięsko, inni z pochyloną głową. Nie jest łatwo wyróżnić się pośród tysięcy osób identyfikujących się tym samym imieniem czy nazwiskiem. Inaczej do sprawy podchodzą ‘szczęściarze’, czyli ci, których natura, inaczej zwana rodzicami, obdarzyła nietuzinkowym imieniem. Bądź nazwiskiem. W każdym razie mają coś ‘własnego’. Coś, do czego mogą się przyssać i nie puszczać, jednocześnie nie mając co chwila wątpliwości, czy owy nick do nich pasuje. Bo pasować będzie. Musi. A oni pozostaną jego dumnymi reprezentantami.

•••

Druga grupa ma pod górkę. Chmara Janów Kowalskich nadciąga.

Niestety tak to już w naszym społeczeństwie jest. Większość z nas posiada te same imiona, podobne nazwiska, identyczne ksywki. Jak na ironię wszyscy pragniemy się wyróżnić i zaafiszować swą jednostkowość. To samo pragniemy pokazywać w sieci, gdzie jednak, na szczęście, nasze pole do popisu jest o drobinę obszerniejsze, niż nadane nam przez innego osobnika kilkuliterowe wyrazy, które stały się naszą etykietą na zawsze. Tu mamy wybór. My jesteśmy tymi, którzy ‘w końcu’ podejmują decyzję o samych sobie.

Wbrew pozorom sprawa nie jest jednak taka prosta, na jaką może wyglądać. Oryginalności nie doda nam przecież dodanie daty urodzenia, czy zapisanie naszego imienia z tyloma ‘o’ w środku, że całe imię nie zmieści się w jednej linijce. Karina21031999 lub Baaaaaaaaaaaaaaaaasia nie brzmią ciekawie. Jak temu zaradzić? Przedstawiam Wam kilka ciekawych zabiegów i pomysłów na to, jak znaleźć oryginalny i nietuzinkowy nick, który będzie idealnie do Ciebie pasować. Zapraszam!

•••

1. Skojarzenia.

Pomyśl o rzeczach, które kochasz, o swoich pasjach i zainteresowaniach, a następnie wypisz na kartkę wszystkie ciekawe słowa, które ci się z nimi kojarzą.

Przykładowo- uwielbiasz podróże i na nich chciałbyś bazować i oprzeć swoje treści na profilu. Wówczas za przykład posłużyć mogą takie słowa jak: walizka, paszport, mapa, samolot, pilot, 4 kółka, przewodnik.
Następnie warto wymyślić jakieś przymiotniki, bądź przysłówki, które w jakiś sposób łączą się z powyższym przymiotnikiem. Dla naszego przykładu: światowa walizka, pan przewodnik globus, pass i kompas, magnetyczny kompas, biegunowy paszport, latające 4 koła.


2. Kombinuj.

Nie wszystko zawsze ‘brzmi’. Więc nawet, jeżeli czujesz, że wybrane przez ciebie słowa, to jest to, ale jakoś tak nie do końca, próbuj poprzestawiać litery, może wybierz synonim. Baw się tym, aż do skutku.

3. Słowotwórstwo.

Przejdźmy do nazw bardziej normalnych. W sensie nietematycznych. Pierwszą rzeczą jaką warto zrobić, jest wyszukanie, czy w swoim imieniu posiadamy jakieś litery, które można by ciekawe zmienić. Idealnie pasuje tu ‘o’, bądź ‘w’, w miejsce których wstawiamy oczywiście kolejno ‘0’ i ‘v’. Za ‘w’ posłużyć może również ‘vv’. Innym ciekawym zabiegiem jest napisanie swojego imienia od tyłu- w przypadku Weroniki, wygląda to następująco: Akinorew bądź Arew.

4. Włoskie serce.

Nie wszystko musi być po angielsku. Dlatego jeżeli kochasz Italię, dlaczego by nie sprawdzić odnośnika twojego imienia w tym języku? A nóż brzmi świetnie!

5. Ty.

Zrób wywiad wśród znajomych i rodziny i zapytaj ich, z jakim słowem im się kojarzysz. Następnie zrób to samo co wyżej- zacznij kombinować! Np. fala- wavycaro.

6. Ups.

Zgub literę. Kolejny ciekawy zabieg. Wymów swoje imię na głos i zastanów się, którą literę można by połknąć, aby imię nie brzmiało całkowicie komicznie i niemożliwie do wymówienia (to też jest ważne, kiedy podajesz komuś swą nazwę), a następnie po prostu się jej pozbądź. Np. Monika- Mika, Mona, Nika. Wszystkie brzmią ciekawie.

7. Lustrzane odbicie.

Napisz swoje imię dwukrotnie, jak odbicie w szybie. Np. Hanna- annaHHanna, Emilia- ailimEEmilia.

•••

No. To na tyle myszki. Teraz myślcie, kombinujcie, próbujcie. Czasem absurdalne myślenie wychodzi na dobre. Good luck!
~Szyszka

września 15, 2018

Blaski i cienie pracy freelancera.

Blaski i cienie pracy freelancera.
Nie ma się co oszukiwać, powstanie Internetu całkowicie zewolujonizowało i zmieniło nasz świat. To co kiedyś wydawało się niemal nierealnym, bądź NAPRAWDĘ niemożliwym, dzisiaj mamy na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba pisać listów, umawiać się na spotkanie tydzień wcześniej ani jechać do miasta oddalonego od nas kilkadziesiąt kilometrów, żeby zabukować pociąg. To jeszcze jednak nie koniec, ponieważ rozwój Internetu umożliwił nam również na niewychodzenie z domu. Czy to dobre czy złe… Decyzje są podzielone. Jak zawsze zresztą.

I właśnie ten temat chciałam dzisiaj poruszyć. Praca zdalna.

Osobiście należę do grupy zwolenników i fanów tego rodzaju możliwości zarobkowania. I dlatego właśnie od tej strony chciałabym temat najpierw ugryźć. Chyba największym plusem jest brak przywiązania do miejsca i czasu. Można pracować kiedy się chce- nawet o 3 nad ranem- a także w tempie, jakie się samemu sobie narzuca. Nie stoi nad Tobą wiecznie narzekający szef oraz grono koleżanek, które nie przepuszczą okazji, by cię obgadać. Dzięki temu warunki pracy można określić jako dużo korzystniejsze i przyjemniejsze. W końcu o wszystkim decyduje się samemu.

Drugim plusem pracy z domu jest możliwość manewrowania zarobkami. Mam tu namyśli brak sztywnych wymogów, co do ilości wypracowanych godzin i dni. Jeżeli w danym miesiącu potrzebujesz trochę więcej gotówki, możesz bez problemu więcej pracować. Bez zbędnych formularzy i pytań.

Przyjemność. Jestem zdania, że jeżeli ktoś decyduje się na prace freelancera, musi to lubić. Nie ma się co oszukiwać, choć jest to praca profitująca, jest również ciężka, wymagająca wiele wysiłku i często nieszablonowego myślenia. Trzeba się czymś wyróżnić, dać się ludziom zapamiętać, w końcu w ten sposób budujemy naszą własną markę. To my jesteśmy produktem na rynku i sami pracujemy na to, by jak najlepiej się zaprezentować. Tym właśnie różni się praca zdalna od etatowej- nie jest to szablonowa praca od 8 do 16, o której można zapomnieć popołudniu czy w weekend.

Teraz czas na cienie pracy freelancera. Po pierwsze, oczywiście- brak sztywnych godzin pracy. Niestety ten punkt, w zależności od dnia czy pory roku, może być kolejno albo plusem, albo minusem. Wymaga od człowieka dużej dawki samozaparcia i dyscypliny. Jeżeli nie potrafisz się zmusić do pracy, bez odgórnego nacisku, prawdopodobnie marny będzie z ciebie freelancer.

Dwa. Monotonia. Jasne, wszystko zależy od dziedziny, w jakiej się pracuje, aczkolwiek nieuniknionym jest samotność, co w dużej dawce może dać wrażenie wszechogarniającej monotonii i bezsensu. Człowiek jest istotą stadną, dlatego też ciągłe przebywanie w czterech ścianach raczej mu nie służy. Dlatego też przed rzuceniem się na głęboką wodę, warto rozważyć, czy jest się w stanie owy problem obejść.

No i chyba najgorsze. Brak weekendów. Ten punkt znany jest nie tylko freelancerom, ale chyba każdemu kto robi coś ‘ponad’. Prezes czy właściciel sklepu też często znają ten ból. Ból braku przerwy. Zauważ, że kiedy się uczysz, z góry ustanawiasz sobie (bądź przynajmniej powinieneś), za ile minut zrobisz sobie chwilę odpoczynku. Dzięki temu twój mózg wie, że teraz jest czas na wysiłek, ale za chwilę odetchnie. Dzięki temu działasz efektywnie i sprawnie. Wszystko ma swoją kolej i jest zorganizowane. Niestety w przypadku pracy freelancera sprawy tak nie wyglądają. Jest dokładnie na odwrót. Wszystko jest chaotyczne, dzieje się cały czas, raz pracujesz w południe, a raz o północy. I nawet najlepsza organizacją nie jest się czasem tego w stanie ominąć, ponieważ Internet żyje 24/7, a kiedy człowiek jest samemu sobie szefem, również musi wszystko nieustannie kontrolować.

I jak? Nie taki piękny ten obrazek, jak go malują, prawda? Rzeczywistość jest brutalna, ale wszystko zależy od ciebie, twoich możliwości, cech charakteru i oczekiwań. W końcu nie ma rzeczy niemożliwych, prawda? Także jeżeli czujesz, że praca zdalna to twój konik, śmiało, bierz go! Powodzenia!

~Szyszka

września 08, 2018

wena. Jak dorwać tego gamonia?

wena. Jak dorwać tego gamonia?
Uwaga! Przed przeczytaniem poniższego tekstu proszę zdecydować, czy mają Państwo dystans do siebie i świata na zewnątrz. Jeżeli odpowiedź brzmi ‘nie’, wówczas muszę, niestety, prosić o opuszczenie tego adresu. Z poważaniem. Ja.

Czujesz ją, już prawie tu jest. Dłużej nie wytrzymasz, to już prawie ten moment. Ups. Nie zdążyłeś.

Wena. Podstępna, dzika, nieokrzesana osobliwość. Trudno wyjaśnić jej pochodzenie, z dowodem tożsamości się nie fatyguje, mówić też nie potrafi. Trochę z nią jak z okresem, tyle że zwykle witana jest trochę milej więc wredota nie wsiąknęła w nią aż tak głęboko. Mimo wszystko, jednak czasem jest bezlitosna. Trzeba dać jej upust. I mimo, że jest jej wszystko jedno, w jaki sposób tego dokonasz, to bawi się z Toba w kotka i myszkę. Zwykle budzi się po prostu jako pilne, wręcz kryzysowe pragnienie zrobienia tego czegoś. Nie kupy. Nie martw się. No chyba, że jej rysunku. Albo rzeźby z plasteliny. Ale generalnie raczej coś trochę bardziej, jakby to ująć, stosownego…? Nie, żeby kupa była niestosowna, w końcu wszyscy ją robimy, nie ma się co oszukiwać, jest to nasza potrzeba fizjologiczna, a w końcu potrzeby fizjologiczne znajdują się na szczycie tej piramidy jak jej tam. Chociaż nie, jednak kupa jest w naszym społeczeństwie objęta banem. Zakazem wstępu do miejsc publicznych. I do cudzych łazienek. Nawet jeżeli są prywatne.

Właśnie ją zaprezentowałam. Powyższe linijki wycisnęła ze mnie moja koleżanka Wylewna. Zeszło mi może z 2 minuty, szybciej pisać się nie dało, w końcu nie wypiłam dziś energetyka, a poza tym nie chciałabym zniszczyć komputera. Aż tak zdesperowana nie jestem. Chociaż po tym co tam powypisywałam można by tak stwierdzić, ale przemilczmy ową sprawę. Nie ma co się plątać w niewygodne relacje. Tyle jest tematów na świecie, a my tu o… o czym tak właściwie…?

A tak. Jestem z powrotem na szynach. Teraz jedziemy już prosto do celu, jak pociąg do Warszawy. A więc ten. Wena, tak?

Jak już wyżej wspomniałam, wena jest tworem bardzo dziwnym. Trudno ją wyjaśnić inaczej niż poprzez porównanie sytuacji przed i po. Inaczej mówiąc, gdyby zrobić coś ‘ot tak’, z obowiązku, oraz ‘ot tak’, bo wena zawitała, efekty nie będą ‘ot takie podobne’. Będą diametralne. Różne. Diametralnie różne. I tak- jeżeli masz talent, lub choćby tylko wyćwiczone umiejętności, wówczas faktycznie inspiracja może nie mieć aż tak olbrzymiego pola do popisu. Natomiast, jeżeli nie zawsze jest ci z daną kreatywną czynnością po drodze, to wena jest twoim deską ratunkową. Chwytaj, póki możesz. Uwierz, że rezultat będzie taki jak w twojej głowie (lub przynajmniej ociupinkę temu bliższy), co przyznajmy- nie zawsze, a nawet prawie nigdy nie ma miejsca. Natomiast z weną, sukces będzie murowany! I kostkowany i tapetowany! No dobrze. Skoro to już ustaliliśmy czas na burzę mózgów. Mózgu. Sama tu jestem, wszyscy już śpią. Jak ją przywołać? Po pierwsze wypadałoby ustalić, że jest to, ogólnie rzecz biorąc, wykonalne. Gdyby nie było, to trochę kiepsko. Mimo wszystko moja teza brzmi: da się. Na przyspieszenie okresu istnieją różne mity i zaklęcia, to jakże by na wenę nie było, no proszę… Skandal!

Pomyślałam więc sobie- też mi się zdarza- że przeleję na papier, znaczy się, na ekran mojego laptopa- moje rady, porady i triki. Nie wiem, jak je nazwać. Po prostu wszystko to, co sprawia, że czuję satysfakcję i ulgę, jak to zrobię. Dobra to zabrzmiało dwuznacznie. Ale wiesz przecież, o co mi chodzi. No dobra, lecimy z tematem, jak kelnerka z mielonym. To nie było śmieszne, przepraszam. W każdym razie- do roboty!

1. Zainspiruj się.

Nie miałabym nic przeciwko, gdyby jakimś przypadkiem to właśnie mój blog stanowił to wielkie źródło inspiracji. I choć wiem, że zapewne tak nie jest, czasem miło jest o sobie pomyśleć, jak o kanclerz Merkel. Z drugiej strony, nie ma się też co oszukiwać, że mój post o kupie uczyni świat lepszym miejscem, nie przesadzajmy.

A tak na poważnie już to polecam youtube- szczególnie filmy kreatywne- przedstawiające różnego rodzaju rękodzieło, cudownie zedytowane filmy, czy też poradniki, jak zrobić coś z niczego. Ważnym aspektem jest również muzyka, która działa na nas kojąco i wprawia w dobry nastrój. Pamiętaj, że istotnym elementem tej układanki jest zróżnicowanie. Także nie warto cały czas siedzieć na komputerze, czekając na olśnienie. Lepiej wyjść na dwór, zrobić rundkę na rowerze, hulajnodze, albo pobiegać. Dotlenienie mózgownicy może zdziałać cuda, a siadając z powrotem przy biurku będziemy mieć dużo więcej energii i pomysłów.

2. Zrelaksuj się.

Jak to mówią? Bez relaksu nie ma weny? W każdym razie jakoś tak. Uwierz mi, że zmęczony i wyciorany mózg działa na kreatywność jak packa na muchy. Czyli nie działa. Najpierw musisz się odprężyć, odstresować i przestać myśleć o tym wrednym Panie Marcinie, który kazał ci drukować 200 kopii jakiego durnego dokumentu poczym nawrzeszczał na ciebie, że to nie ten. Co za debil. Ale wyrzuć to z siebie raz i gotowe. Nie bądź jak drukarka. Raz wystarczy. Inaczej skończy ci się przedwcześnie tusz. A tego nie chcemy.

Także przed przystąpieniem do działania warto się zrelaksować, obejrzeć jakiś film, bądź przeczytać książkę. I wypić kawę- na pobudzenie!

3. Otwórz umysł.

Jasne można kopiować. Ale lepiej wymyślić samemu. Dlatego otwórz umysł, pomyśl czego tak naprawdę chcesz, stwórz kilka pomysłów i wybierz najlepszy. Małe wskazówki i podpowiedzi nie są złe, ale im więcej twojego udziału, tym większa satysfakcja. A o to chodzi. Z tego co się orientuję.

4. Nic na siłę.

Wiem, jestem już nudna, nikt go nie lubi, ale idealnie wpasowuje się w dzisiejszy klimat. Pomimo ze istnieje wiele proroctw, jak go wywołać, nie zawsze się sprawdzają. Okres może przyjść, ale nie musi. To samo tyczy się weny. Nawet wykonując rytuały babci Gertrudy nie ma gwarancji, że się pojawi. Tak samo jak nie ma gwarancji, ze nie przyjdzie za wcześnie.
Dlatego wrzuć na luz. Jak nie dziś, to jutro. Jak wena przyjdzie, zrobisz to raz, a porządnie.

5. Nie myśl- rób.

Teoretycznie dostałabym po tyłku za głoszenie tak absurdalnych idei, ale pomyśl. Nie masz wrażenia, że przypadkowe bazgranie czy pisanie bzdet na kawałku poplamionej kawy kartki ze starej gazety, daje lepszy efekt niż godzinne wpatrywanie się w ekran komputera w trakcie ściśle wyznaczonych przez ciebie tydzień temu 2 godzin na „pracę na komputerze”. A akurat wtedy, to jakoś ni w prawo ,ni w lewo? U see my point! Wspaniale! Dlatego wiesz. Nawet Einstein był człowiekiem- daj sobie czas.

6. Rób dużo wszystkiego. A czasem niczego.

Różnorodność to klucz do sukcesu. Gdyby Picasso kiedyś nie chwycił pędzla, dzisiaj nie mielibyśmy Guerniki.

Warto próbować swoich sił w wielu dziedzinach, nawet jeżeli z początku idzie nam nijak. Z dupy nam idzie. Ale wiesz, jak niezmiennie idzie nam z dupy, i z czasem nie idzie nam z tej dupy trochę mniej, to chyba czas najwyższy podciągnąć portki i iść do lekarza. Znaczy się- szukać dalej. I tak w kółku. Aż znajdziemy ‘to coś’.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

To na tyle od mnie. Post był chaotyczny, nieprzemyślany. Jakby nie mój. Ja tylko siedziałam i klikałam na różne guziki oznaczone jakimiś białymi znaczkami, na jednej z części pewnego dziwnego urządzenia, które na te moje oddziaływania reagował, jak kot na wodę. Znaczy odwrotnie. Biegł za mną. Naśladował mnie. Było fajnie. Dziękuję bardzo wszystkim, którzy te moje wypociny przeczytali. A teraz żegnam, idę się umyć. Wena weną, ale tak, jak mówię. Potrzeby fizjologiczne powinny być na pierwszym miejscu.

Ciao mille!
~Szyszka

września 01, 2018

źdźbło kreatywności- jak obudzić w sobie kreatywność?

źdźbło kreatywności- jak obudzić w sobie kreatywność?
Proces tworzenia człowieka był zapewne trudny. Masakrycznie. Nie ma co oszukiwać, cholernie skomplikowane z nas istoty. Choć na pierwszy rzut oka kompletnie się między sobą różnimy, posiadamy również multum cech, które nas łączą i wrzucają do jednego worka.

Jednym z owych atrybutów jest właśnie kreatywność, której ździebełko drzemie w każdym z nas. W jednych ukryte jest tak głęboko, że nawet nie słychać jego ‘podobno’ donośnego chrapania, podczas gdy w drugich nie trzeba go nawet szukać, bo pcha się drzwiami i oknami. Nieokiełznana istota.

Dokładnie. Kreatywność jest strasznie nieokiełznana. Chaotyczna, nieprzewidywalna, szalona. U każdego objawia się inaczej. Aby lepiej zobrazować przedmiot mojego problemu pragnę zaprezentować słynną wikipediowską (?) definicję. Oto ona.

Kreatywność (postawa twórcza; od łac. creatus czyli twórczy) – proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Myślenie kreatywne to myślenie prowadzące do uzyskania oryginalnych i stosownych rozwiązań. Alternatywna, bardziej codzienna definicja kreatywności mówi, że jest to po prostu zdolność tworzenia czegoś nowego.

Aby przerwać tę nutę niezręczności muszę przyznać, że ja też wolę na chłopski rozum.

Zacznijmy więc od początku. Dziwnie byłoby zaczynać od końca. A więc.

Pewnym jest, iż nutę kreatywności posiada każdy z nas. Jest to nieodłączny element człowieka, który zwykle włącza się naturalnie w sytuacjach alarmowych, gdy na szybko trzeba coś wymyślić, zbudować, zmienić. Wojna wymaga awangardowego myślenia. Na szczęście nie jest to jedyny sposób na obudzenie naszego przyjaciela, jest ich dużo więcej, zwykle dość przyjemniejsze, także luz. Możesz się z powrotem spakować.

Osoba kreatywna to osoba, która patrzy na świat inaczej. Często dosłownie. Kreatywność zwykła chodzić w parze z inteligencją, każe naszej mózgownicy nieustannie szukać dziury w całym. Takie osoby nieustannie (i nieświadomie) poszukują niecodziennych sposobów rozwiązania codziennych problemów. Owa przypadłość posiada niestety (bądź stety) efekty uboczne. Specyficzne efekty uboczne. Poczucie humoru. Zwykle jest zabawnie:

‘Zasłona? Za-słona?! A czemu nie za słodka?!’

Na szczęście kreatywność (a właściwie jej dobudzenie) można wyćwiczyć. A jak wiadomo praktyka czyni mistrza. Z tego powodu przedstawiam Ci 10 sposobów na pobudzenie kreatywności.

W konfrontacji strumienia ze skałą, strumień zawsze wygrywa – nie przez swoją siłę, ale przez wytrwałość.

_____________________________________________________________________________________________

I. UWIERZ, ŻE JESTEŚ KREATYWNY. BO JESTEŚ.

II. Ułóż wierszyk. Bądź napisz opowiadanie. Albo narysuj Kubusia Puchatka. Oczywiście z Prosiaczkiem. Chyba, że wolisz Królika.

III. Wykonując zwykłe, codzienne czynności próbuj wymyślać przeróżne zastosowania dla przedmiotów, których używasz. Przykładowo:

kartka – pisanie – podstawka pod nogę krzywego stołu – opatulina ‘antypęknięciowa’ na szklanki – podkładka do szuflady, aby zapobiec pobrudzeniu kredkami – linijka

IV. Unikaj schematów. Myśl inaczej. Pisz dużymi literami, a zdanie zaczynaj od kropki. Zamiast zmazać niepoprawne słowo, napisz kolejne informujące czytelnika, że pierwsze jest niepoprawne.

V. Zmieniaj trasę codziennych podróży do pracy czy szkoły. Różnorodność to klucz do kreatywnego życia.

VI. Rób zdjęcia. Im bardziej abstrakcyjne, tym lepiej.

VII. Daj się zainspirować. I próbuj inspirować innych. Stawiaj na rozwój.

VIII. Nie stój w miejscu. Próbuj nowych rzeczy. Nawet jeżeli chodzi o nowy smak czekolady. To ważna sprawa.

IX. Dużo czytaj. Najlepiej książek zawiłych i skomplikowanych. Wymagających koncentracji. I poradników, często inspirują. A w dodatku można się czegoś nauczyć, na przykład jodłowania! Super, co nie?!

X. Ucz się języków. Bardzo rozwijają nasz mózg i pozwalają żyć kilkoma istnieniami. Zabawna sprawa, jak w każdym języku sposób patrzenia na świat jest inny.

_____________________________________________________________________________________________

Przetrwaliśmy. Teoria za nami. Teraz czas na to gorsze- praktykę. Może nie będzie tak źle? W końcu co jest złego w wymyślaniu nowego funkcji myszki komputerowej czy kolorowaniu Smerfów?

~Szyszka

sierpnia 25, 2018

ja nie panimaju

ja nie panimaju

Kojarzysz ten moment, gdy podczas zwykłej, codziennej rozmowy na usta nieubłaganie pcha ci się pewna fraza? Fraza tak idealna, tak perfekcyjnie wpasowująca się w to, co w danym momencie czujesz, że aż szkoda jej nie użyć? Czego, niestety zrobić nie możesz. Teoretycznie przynajmniej. W końcu sam decydujesz o tym, co i kiedy opuszcza twoje usta, aczkolwiek czujesz, że w tym przypadku nie wypada. Że byłby to błąd. A kto lubi popełniać błędy. Mimo wszystko wiesz, że wypowiedzenie jej na głos byłoby pomyłką, kosztującą cię dziwne spojrzenia w bok, pełne swego rodzaju niezręczności i niezrozumienia. No tak. Twój rozmówca nie zna tego języka. Ale jak to po polsku…?

Nigdy w pełni nie zrozumiesz jednego języka, dopóki nie zrozumiesz co najmniej dwóch.
W dzisiejszych czasach coraz rzadziej (na szczęście) można spotkać osobę, która zna tylko i wyłącznie swój język ojczysty. Wpływa na to tak wiele czynników, że aż trudno je wyliczyć. Globalizacja. Wielokulturowość. Migracja. Świat się otwiera, a pośród wielu zalet tego oto zjawiska znajduje się właśnie mieszanie się ludzi i kultur, w skutek czego nieraz zmuszeni jesteśmy do nauki języków obcych. Nie oszukujmy się, na polskim daleko nie zajedziemy, trzeba coś więcej. Co by tu…? A tak! Angielski. Ten oto język to podstawa wszystkiego. Fundament. Bez niego ani rusz, nawet do toalety nie pójdziesz, bo nie będziesz wiedzieć, gdzie jest i czy za darmo można.

Rynek w przeciągu kilku ostatnich lat zmienił się diametralnie, jeżeli chodzi o znajomość angielskiego. Pomimo, że kiedyś dzięki jego płynnym władaniu praktycznie dyktowałeś warunki zatrudnienia, tak dzisiaj kiwną na ciebie głową i tyle widzieli. Nie raz zdarza się, że nawet o wymogu jego znajomości nie pisną słówka w ofercie pracy, bo przecież to takie oczywiste… Na tej podstawie można chyba śmiało stwierdzić, że jest on dzisiaj porównywalny do posiadania telefonu czy samochodu. Bez niego ani rusz.

Następnie- dostęp do informacji. Chyba nie muszę z nikim toczyć wojny pod Grunwaldem, aby udowodnić, że w języku angielskim wszystko jest łatwiej, szybciej i wygodniej? Że szukając informacji kim był George Washington w wikipedii anglojęzycznej dowiesz się nawet rzeczy tak niedorzecznych, jak co jadał na śniadanie w czwartki i wtorki, podczas, gdy na polskiej wersji tej strony nie poinformują cię nawet, że w ogóle jadał śniadania? Niedorzeczność! Aż chciałoby się rzec ”bullshit”! Na podstawie wyżej przedstawionego przykładu muszę stwierdzić i swą tezę potwierdzić, iż angielskie informacje są dużo cenniejsze, ponieważ dużo bardziej dogłębne i zróżnicowane. Wachlarz wyboru jaki posiadamy poszukując informacji, w tym języku jest dużo obszerniejszy. A o to chodzi w poszukiwaniu informacji, am I right?

Oczywiście- zabawa. Niech podniesie rękę osoba, która nigdy nie obejrzała filmu obcojęzycznego … tak myślałam. Nic dziwnego, skoro otaczają nas one zewsząd, pchając się drzwiami i oknami. I dachami i podłogami. A myślę, że nikogo nie zdziwi fakt, że oglądanie filmu w wersji z lektorem nijak się ma do oryginalnej. Nie wspominając już o tym monotonnym paplaniu jednej osoby, niedopasowanym nawet do ruchu ust czy płci bohatera, czy częstych, jakże niedorzecznych tłumaczeniach. Mimo wszystko najzabawniejsze są momenty śmieszne (przynajmniej w teorii i po angielsku), za które co prawda nie zawsze można winić tłumaczy, ponieważ raczej trudno to przeskoczyć. Humor jest jednym z tych elementów, które zwykle awykonalnym jest przetłumaczyć, ponieważ nieraz wiąże się z kulturą i „poczuciem humoru” danej społeczności. Czasem też po prostu brak odpowiednich słów, które można by użyć, gdyż w innym języku dane słowo po prostu nie istnieje. A przynajmniej stricte TO dane słowo, ponieważ wiadomo, wytłumaczyć jakoś na około zawsze się da, ale czym jest żart wytłumaczony na około. Bo na pewno nie żartem.

Zabawne są również tłumaczenia niektórych tytułów, które z oryginalnego „Przygody Kubusia Puchatka” tworzą „Truskawkowy kompot” (tak dla przykładu). Nie dość, że nijak ma to się do siebie, to jeszcze bardziej nijak ma się to do fabuły. Aż żal patrzeć…

Ponadto nauka języka działa na nasz mózg tak samo jak rozwiązywanie łamigłówki. Pobudza nasze neurony, wzmaga koncentrację i poprawia pamięć. Udowodniono, iż nauka języków obcych znacząco opóźnia chorobę Alzheimera! Tak więc, do roboty!

Podsumowując warto. Naprawdę. Warto jak nic. Albo jak wszystko. Uczmy się języków. One uczą, bawią, rozwijają. Wiadomo, nauka języka to czasem jak walka z wiatrakami, lata nauki i klapa. Efektów, ni widać, ni słychać. Pamiętajmy jednak, że często to tylko wrażenie. Nie pozwólmy mu się zniechęcić! Język potrzebuje czasu. I praktyki. I osłuchania. Potrzebuje całego ciebie. Jak mu to dasz, to będzie dobrze. Powodzenia!

~Szyszka

Copyright © 2016 szyszka , Blogger